poniedziałek, 16 listopada 2009

Jedzenie

Wszystkim tym, ktorzy zacierali raczki z uciechy, ze tym razem to oni beda mieli wolne, a ja bede w szkole, mowie, ze 11. listopada to tutaj Dzien Weteranow I wojny swiatowej. Czyli wolne.^^ Z tej okazji, w tym dniu robilam z dziewczynami ciasteczka na kiermasz dobroczynny + szarlotke dla naszej wlasnej, niedobroczynnej radosci. Ja akurat musialam wyjsc, kiedy skonczylysmy robic jablecznik i wstawilismy go do pieca, co troche podlamalo moje serce, ale nastepnego dnia na governmencie na mojej lawce lezalo pudelko podpisane "For Joanna" i po 5 sekundach Nick odwrocil sie w moja strone, aby zobaczyc, kto tak mleszcze ^^. No, ale przede wszytskim chcialam napisac o kolejnych roznicach, tymczasem na polu kulinarnym

Roznica NO 4

Ludzie zazwyczaj robia ciasteczka i smakolyki z proszku. W supermarketach sa cale polki ze sproszowanymi przysmakami. Dodaje sie tylko wode, jajko oraz czasami make i formuje. Informacja dodatkowo potwierdzona przez moje obserwacje w domu - ciasteczka sa kupowane w formie sproszkowanej w pudelko, tak ze dzieci zawsze poradza sobie w robieniu deseru dla samych siebie.

Roznica NO 5

Jedzenie zazwyczaj nie jest swieze, tylko z zamrazalnika. Katherine mi powiedziala, ze w USA ludzie zazwyczaj kupuja chleb i pakuja go do zamrazalki, a jedza dopiero po paru dniach, jak nie tygodniach. I ten chleb na prawde dobrze smakuje nawet po tygodniu w zamrazalce. Podobnie z warzywami - moja host mum kupuje zamrozony groszek/ kukurydze/ marchewske i potem odgrzewa je w mikrofalowce.

Roznica NO 6

Chleb mozna zgniesc do rozmiaru bulki. W sklepie da sie znalezc pieczywo "organiczne", czyli z upraw ekologicznych i pelnego ziarna. Ale ja mam nawet lepiej -moja host mama sama robi chleb. W kuchni stoi specjalna maszyna, do ktorej wrzucasz wszytskie skladniki, a po 3 godzinach wyciagasz swiezutki bochenek.

Roznica NO 7

Mieso smakuje inaczej. Kurczak jest mniej kurczakowaty niz ten w Polsce - ma o wiele mniej intensywny smak. Wybitnie nie lubie tutejszej szynki - prawie nie przypomina smakiem tej, ktora namietnie jem w Polsce. Cos, jakby skladala sie ze zmiksowanego miesa. Czuc, ze zwierzeta sa karmione maczka rybna i innymi swinstwami. Nic wiec dziwnego, ze czesto, po tym jak ludzie odkryja, ze jestem z Polski, mowia "aaaaaaa, kielbasy!". ;D Jest to tutaj najbardziej popularny polski produkt spozywczy.

Roznica NO 8

Produkty w sklepach sa podzielone na te "organiczne" i cala reszte. Organiczny, jak juz wspomnialam w opisie chleba, oznacza, ze produkt jest z ekologicznej uprawy i nie dodawano do niego sztucznych konserwantow. Efekt? produkt jest o niebo smaczniejszy i drozszy.

Roznica NO 9

A, dodam jeszcze do tego, ze pizza jest inna. Moj pan od angielskiego wyzalal sie kiedys na lekcji, ze europejska pizza jest strasznie sucha i "daja jedna malutka garstke sera i pol pomidorka". Fakt, z tutejszej pizzy skapuje tluszcz. Doslownie - SKAPUJE. W calosci jest pokryta serem i sosem. Ja jestem pelna po jednym kawalku. Dlatego wlasnie w kazdej pizzerii sprzedaja pizze na kawalki - a raczej kawaly. Osobiscie mam slabosc do odmiany amerykanskiej.Nie udalo sie Amandzie uchwycic calego kawalka, bo zanim wlaczyla aparat, to zjadlam znakomita czesc. :D

Na koniec odpowiem na Wasze ulubione pytanie. Tak, przytylam, ale tylko 1 kilogram ;P Mam szczescie, bo moj dom jest wspanialy i pelen jedzenia - tego niezdrowego i zdrowego. W spizarni mam karton czipsow, zelkow, ogromniaste sloiki nutelli, ale tez warzywa, owoce oraz owsianke. Codziennie mam pyszny ugotowany obiad (nooo... czasami jest to pizza zamowiona w pospiechu, ale nie tak czesto). To co jem zalezy tylko ode mnie - mozecie ocenic moja wstrzemiezliwosc po tym 1 kilogramie. :)

wtorek, 10 listopada 2009

Latarnia

Roznica NO 2
Wszytskie trasy wycieczkowe sa oznakowane tabliczkami, z ktorych mozesz sie dowiedziec o historii tego miejsca, zwierzetach zyjacych w danym parku krajobrazowym itp. Nie ma mozliwosci, zeby byla jakas nieoznakowana sciezka w parku krajobrazowym.

A moglam sie o tym przekonac, bo w ten weekend 2 razy odwiedzilam ocean.

Zeby dojechac nad ocean (a nie zatoke) trzeba przejechac przez 4-kilometrowy most. Jest ich tutaj chyba z 10 i sa rownolegle. W sobote wieczorem pojechalismy na koncert szant w latarni morskiej. Pomimo, ze nie bylo go widac, to nadal slyszalo sie szum fal i wiala bryza. W latarni zobaczylismy tez akwaria z krabami, rybkami, rozgwiazdami i konikami morskimi (akurat samiec byl w ciazy).
Jesli chodzi o samo spiewanie, to przypominalo to bardziej spotkanie przyjaciol. Artysci smiali sie, zachecali, zeby spiewac z nimi i opowiadali dowcipy. Wstep byl oczywiscie za darmo. O, no wlasnie...
Roznica NO 3

Co chwile mozna uczestniczyc w jakis darmowych pokazach i jest to tutaj bardzo powszechne. W najblizszym czasie moge jeszcze przyjsc na oprowadzanie po wydmach z wykladem o roslinnosci lub ogladanie gwiazd z wykladem astronomi. Ludzie robia to zupelnie za darmo, dla wlasnej satysfakcji. oglaszaja sie najczesciej w gazetach albo zostawiaja ulotki w supermarketach i innych publicznych miejscach.
Po wystepach i rozmowie z muzykami o tym, ze wiekszosc szant ma identyczna muzyke do tych polskich (roznia sie tylko slowami) uparlam sie, zeby na chwile pojsc na plaze. Kompletnie nic nie widzialam ale i tak mialam radoche.^^
No to, tak wlasnie wygladal ocean ;p
W niedziele pojechalismy zwiedzac latarnie. Trzeba bylo w niej wejsc po 170 schodach, a potem w nagrode dostawalo sie certyfikat. Nie dziwie sie, ze latarnicy tak rzadko wychodzili ze swojego miejsca pracy (informacja potwierdzona nowela Sienkiewicza "Latarnik"). W pewnym momencie doszlam do drabinki i wezbrala we mnie duma, ze tak szybko pokonalam owe 170 schodow. Wtedy moje oczy napotkaly tabliczke: "Gratulacje! Jestes w polowie drogi!".
To taki sposob zwiedzania parku krajobrazowego wymyslony przez Matthew.
Bilet na wieze.
We wnetrzu latarni bylo muzeum nawiazujacym do jej historii
Na parking wracalismy plaza. Akurat rozpoczal sie odplyw i na brzegu lezalo mnostwo meduz, ktore Matthew bohatersko ratowal.

środa, 4 listopada 2009

Roznice

Postanowilam w ciagu kilku nastepnych miesiecy opisac 100 roznic pomiedzy USA i Polska. Oczywiscie, nie bede wspominac polozenia geograficznego, dolarow, podzialu administracyjnego i tego, ze ich prezydent nie ma metra wzrostu i jest czarny. Bede to malutkie roznice, ktore czynia codzienne zycie amerykanskie innym niz to w Polsce. Takie, ktore mozna zauwazyc tylko wtedy, gdy jest tu sie na miejscu.

Roznica NO 1

Zaczne od mojego ulubionego tematu, czyli slodyczy ^^ Moglam doglebnie zbadac ta sprawe, bo podczas Halloween dostalam caly wor slodyczy. Spostrzezenia? Amerykanskie slodycze sa o wiele slodsze niz te europejskie! Ja, ktora potrafie zjesc czekolade Milka jak batonika, bez popicia woda i jeszcze sie po tym oblizac, zaniemoglam po 3 cukierkach. Zrobilo mi sie po prostu nie dobrze. Nawet czarna czekolada ma w sobie niewiarygodna ilosc cukru. Gumy do zucia sa bardzo twarde i slodkie. To cud, ze ludzie tutaj maja takie ladne zeby.

Na szczescie "Snikers is the same in every country", tak wiec skrzetnie wybralam te slodycze z mojego wora i reszte oddalam mojemu mlodszemu host rodzenstwu, ktore z zapalem wszytsko zjadlo w przeciagu 2 dni. :)

Spontaniczny sposob jedzenia bitej smietany. Matthew jakies 3 tygodnie temu.

Slodycze sa zazwyczaj pakowane w minipaczuszki, ktore hurtowo kupuje sie w calych kartonach. Porcje sa malutkie, ale to wywoluje efekt odwrotny do zamierzonego. Ja, na przyklad, jestem wielka fanka tutejszych zelek. ^^ W paczce jest okolo 10 tych smakolykow, wiec wchlaniam ja za pierwszym otworzeniem buzi, a moj pobudzony glukoza organizm krzyczy o wiecej. No, to biore nastepna. Zazwyczaj koncze na 5. Bardzo popularne sa tez minisnikersy, minimilky way'e, miniskietelsy. Oczywiscie mozna tez kupowac slodycze w normalnych rozmiarach. Maja tutaj o wiele wiecej rodzajow niz my. Oprocz snikersow i innych produktow tej firmy, znalam jeszcze tylko rafaello (co mnie bardzo cieszy) i ferrero rocher.

Efekt? Po miesiacu przytylam 2 kilogramy. ^^ W dniu wazenia, po przerazajacym odkryciu, postanowilam mniej jesc. Z tego tytulu chodzilam glodna caly dzien (moj metabolizm juz sie przestawil), a moj rozwscieczony organizm krzyczal o kalorie, powodujac zly humor. I, z tego powodu, mam teorie do podzielenia sie za swiatem. :D Wiecie czemu w sredniowieczu bylo tyle wojen? Ludzie byli wkurzeni, bo nie mieli czekolady.

sobota, 31 października 2009

Halloween

Juz od dawna moglam sie domyslic, ze Halloween to tutaj "big thing", bo w dniu mojego przyjazdu (29.09) domy juz byly przystorojone dyniami i papierowymi duchami. My nasze oficjalne halloweenowe dynia zrobilismy juz jakis tydzien temu.


moja, chcialam, zeby wygladala przyjaznie

"Trick or treading" polega na krazeniu po domach i mowieniu tego wlasnie zdania do ludzi, ktorzy otworza Ci drzwi. W zamian daja Ci slodyczke. Proszenie o slodycze, swieto wymyslone specjalnie dla Asi ^^ Zazwyczaj jest to zabawa dla mlodszych dzieci, starsi tylko towarzysza udajac, ze pilnuja swoich dzieci, a tak na prawde to swietna zabawa takze dla nich. Po ulicach przechadzaly sie cale rodziny piratow i duchow. W domu trzeba bylo zgromadzic cukierki, bo w naszych drzwiach co chwile pojawialy sie ksiezniczki, pszczolki i czarownice. Przyszedl nawet 1-roczny golfista z pluszowym kijem golfowym.
przyklad :)

Ja sama podczepilam sie do kolezanek Amandy i podazalam za stadem 10-latkow podsuwajac niesmialo swoj woreczek. Ludzie, ktorzy sprawiedliwie rozdzielali pomiedzy nas slodkosci, wyjmowali je ze specjalnych worow przygotowanych na ta okazje.

Pod koniec dnia poszlam na impreze do Cathy. Sierota ze mnie, zostawilam karte od aparatu w komputerze, wiec nie mam zdjec. Jedlismy i ogladalismy straszne filmy. Bylo fajnie, poznalam mnostwo ludzi, wyzalilam im sie, ze w Polsce nie mamy Halloween.
moj worek pod koniec dnia ^^

piątek, 30 października 2009

Dzien przed Halloween


Tak wygladala moja reka pod koniec dnia, a oto jak do tego doszlo.

Caly dzien byl troche inny niz zwykle, wiec opisze go w calosci.
Rano na fizyce Mr Gittler chcial, zebysmy sie na wlasnej skorze przekonali, na czym polega dzwignia. Postanowil, ze zrobi nam Filed Trip. Wycieczka ta trwala jakies 10 minut i polegala na przejsciu na parking przed szkola i spowrotem. Jak doswiadczalismy torque? Okrecalismy Panu Gittlerowi kolpaki ;D Potem w klasie ochotnicy probowali utrzymac na 1-metrowym patyku 1-kilogramowy ciezarek. Udalo sie to tylko Johnny'emu, ktory jest bardzo wysportowanym sportowcem i tutejszym bozyszczem. Podczas gdy cala klasa patrzyla na niego z podziwem, Mr Gittler zapytal: "Ciezko?" "Yeah!" odpowiedzial Johnny nienaturalnie piskliwym glosikiem.

Na malowaniu nauczycielka rozdawala lizaki, na Urban Studies dostawalismy cale paczki z cukierkami. Na angielskim pan Shaw zabral nas do labolatorium, gdzie zaczal czytac nam bajke, [;D] podczas, gdy chemiczka robila doswiadczenia (np. na "Zapalil magiczna swiece", pani palila magnez, na "I wtedy wszytsko wybuchlo!" podejrzewam, ze posluzyla sie saletra potasowa itp.").

Najszczegolniejsza byla 9 lekcja, na ktorej cala szkola zebrala sie w sali gimnastycznej. Rozstawiono trybuny, tak ze cale 1200 uczniow mialo gdzie usiasc. Wszyscy nauczyciele byli ubrani w blekitne koszule. Dowiedzialam sie, ze ich dyrektor po 20-paru latach przechodzi na emeryture. Podobno codziennie nosi blekitna koszule do szkoly, stad zorganizowana akcja ciala pedagogicznego. Ludzie poprzynosili transparenty z napisami "We love you!" i "We will miss you!". Byly przemowienia nauczycieli, przedstawicieli uczniow, az w koncu samego dyrektora. Kiedy ten wszedl na mownice, powitaly go owacje i ludzie dlugo oklaskiwali go na stojaco. Potem cala szkola robila na jego czesc fale. Wygladalo to imponujaco, bo skladala sie ona z okolo 2400 rak. Na sam koniec szkolny chor z orkiestra spiewal i zagral piosenki z musicalu "Sound of the music", poniewaz jest to ulubiony film ich dyrektora.

Robie ankiete. Ile osob zrobiloby dla pana Lazniaka tabilczke z napisem "Kochamy Cie"?

Po powrocie do domu nie mialam za duzo czasu, bo o 15.30 zglosilam sie do pomocy w imprezie w szkole Matthew i Amandy. Najpierw skladalam kartonowe domki, potem dekorowalam hol i przygotowywalam prezenciki dla dzieci. Kiedy wykonczona o 18.20 przybieglam do domu, zdarzylam sie tylko przebrac i juz musialam gnac z powrotem do Cherry Elementry School.

Wstep kosztowal $2 od osoby lub $5 od rodziny. W srodku dzieci mogly dekorowac torby naklejkami, brac udzialy w roznych zabawach, skakac po foli z bombelkami powietrza. Kiedy przechodzilam kolo zrobionych przeze mnie domkow, pomyslalam "hm, dobrze wyszly, mam nadzieje, ze sie nie rozpadna i nie bede posadzona o mordowanie Amerykanskich dzieci". W tej samej chwili na jakiegos chlopca spadly dzwiczki! :D Nie martwcie sie, byly z materialu, nie drewna. Czym predzej sie stamtad ulotnilam. :P

Dzieci mialy niesamowite stroje. Wsrod tlumu rycerzy, superbohaterow (z zamonotanymi do stroju muskulami z waty), ksiezniczek, czarownic i postaci z "Gwiezdnych Wojen" (!) przechadzali sie dumni rodzice. Jesli chodzi o moje dzieci, to Matthew z wyrzutem stwierdzil, ze jest za duzy na przebieranie, a Amanda byla dementorem. Slodkosci. Ja nie uwazalam, ze jestem za duza na takie rzeczy i pare tygodni wczesniej ekonomicznie kupilam sobie tylko skrzydla i autreolke, ktore zamontowala do mojej bialej sukienki.^^ Nie bylo trudno o kostiumu, tutaj w okolicach Halloween pojawia sie mnostwo sezonowych sklepow. A oto moj osobisty ranking najfajniejszych strojow na przyjeciu w CES.:

6. Mario. Jakis 3 chlopcow bylo przebranych za bohatera jednej z glownych gier mojego dziecinstwa :D Full wypas, mieli nawet wasy.
5. Maszyna ze slodyczami z otworem na rece, nogi i glowe. Dziewczynka byla ubrana w karton z dumnym napisem i poprzyklejanymi artykulami spozywczymi ;D
4. Spongebob kanciasto portny.
3. 3-letnie dziecko mialo na sobie kostium Prosiaczka z "Kubusia Puchatka" z otworem tylko na buzke. Serce sie topilo na ten widok!
2. Kostka Rubika ;D
1. Krolowa Amilajda w stroju wyjsciowym (tym z biala twarza i kropkami na twarzy). Pomimo, ze widzialam stada mistrzow Joda i odmian Padme, ten jeden kostium rzucal sie w oczy swoim przepychem i misternoscia.

Dostala mi sie fucha przy robieniu tatuazy. Poczatkowo nudzialam sie strasznie, bo wiekszosc dzieci bawila sie w sali gimnastycznej, wiec raczej nikt nie odwiedzal kawiarenki. Kryzys zostal zazegnany, kiedy przyszedl Danny. Poznaliscie juz Danny'ego, to ten dzieciak, co skaczne na trampolinie pare postow nizej. Po tym, jak zrobilam mu gdzies z 5 tatuazy na obydwoch rekach, poprosilam, zeby zorganizowal mi klientow. Danny nie mial z tym problemow. Od razu krzyczal "Te, John, choc tutaj po tatuaz. No co sie tak patrzysz? No chodz!". Czasami wstawal i zaciagal dzieci za raczki ;D Mialam ambicje wykorzystac wszytskie pozostale tatuaze, a bylo ich gdzies 200. Pod koniec ich zabraklo! Danny byl rekordzista, mial ich gdzies z 20, ostatni zrobilam mu na czole ;D Fajny dzieciak. Chwalil sie swoim kolezankom, ze w przyszlosci chce sobie zrobic prawdziwe tatuaze, kolczyk w jezyku i obrecze w uszach. Kolezanka uciekla z placzem. Obtatuowala kazda osobe w lokalu ponizej 11. roku zycia.^^

Podobalo mi sie! ^^

wtorek, 27 października 2009

State Park

W niedziele moj host tato zabral mnie do parku stanowego. Po raz pierwszy w zyciu zlamalam amerykanskie prawo i wjechalismy do tego parku o 16.50, pomimo ze ostatnie wjazdy byly dozwolone do 16.30 B-) Park jest ogrodzony plotkiem i przy wjezdzie placisz tylko za parking. Jesli przyjdziesz na piechote to podziwiaja Cie, ze Ci sie chcialo, zostajesz doceniony i nie placisz nic. Jak bylo? Przepieknie i jesiennie. Tutaj macie pare zdjec jako dowod. W przeszlosci ten teren byl wlasnoscia bogatych amerykanow, ktorzy przyjezdzali tutaj na lowy. Teraz nalezy do ludu! ^^




No to eeeeee gdzies tutaj jest cornmack, czy jak to sie pisze. Zwierzatko przypomina mala wiewiorke. Oglaszam konkurs na znalezienie cornmacka! ^^




Bardzo mala ja
Jesien

Stary mlyn wodny, ktory jest remontowany od 5 lat. Tak ku pokrzepieniu serc ludzi w wiecznie remonotowanym Wroclawiu.
"Popatrz, popatrz Asia! Ta kaczka cwiczy joge! Musisz, musisz zrobic zdjecie"
Dawny dworek mysliwski