środa, 18 listopada 2009

Metropolitan Museum


W ramach Honorowego Klubu Artystycznego pojechalismy na wycieczke do Metropolitan Museum. Byl ktos moze z Was w British Museum? Mi sie udalo zwiedzic je 2-krotnie (tyle, ze za 2. razem mialam tylko 2 godziny, wiec przez wiekszosc sal przebieglam robiac tylko zdjecia na prawo i lewo, zeby potem sobie w domu poogladac, co bylo w muzeum). Jesli wiecie, jak wspaniale jest British Museum, to teraz moge Wam powiedziec, ze nie umywa sie ono nawet do Metropolitan Museum. Jeszcze nigdy nie bylam w tak wielkim budynku. Jeszcze nigdy nie widzialam tylu zbiorow. Jesli ktos z Was wybierze sie kiedys do NYC, to musicie tam pojsc. Mrs Kaminsky (moja nauczycielka sztuki) dala nam 4 godziny na zwiedzanie. Na samym poczatku czytalam opis pod kazdym eksponatem, potem tylko rzucalam okiem na kazdy eksponat. Wiekszosc czasu po prostu przelatywalam przez pomieszczenie. Nie zdarzylam zobaczyc wszystkich wystaw. A jest tutaj doslownie wszystko...

sztuka sredniowiecznaegipskaamerykanskaafrykanska
grecka
barokowa
rzymska (i tutaj dlugo by wymieniac jaka jeszcze)

Do Nowego Jorku dojechalismy pociagiem, jak zwykle.

ha!bezowozebna, ucieszona Asia przed wejsciem do muzeum

Zdjecie sasiedniego muzeum - historii naturalnej. Zdjecie zainspirowane krzakami w ksztalcie dinozarow.Wycieczki szkolne wchodza innym wejsciem, zeby przy glownych drzwiach nie bylo kolejek. Kazda grupa dostaje swoja wlasna szafke. Kiedy przyszlismy, juz jedna z nich byla podpisana "Sayville High School".
W drodze do galerii. To niebieskie cos na moim swetrze do bilet do muzeum.

Najbardziej niesamowita mieli tutaj galerie obrazow. Nie wolno fotografowac obrazow z uzyciem flesza. Ktos mi nawet powiedzial, ze w ogole nie wolno ich fotografowac, ale nikt na mnie nie krzyczal, wiec uznalam to za zgode. No, prawie w ogole nie krzyczal.
van Gogh
RenoirManet...
i to tylko niektorzy z wielkich malarzy, ktorzych prace mozna tu znalezc.
... i wiele, wiele innych. W chwili robienia zdjecia wlasnie zobaczylam prace Maneta, wiec sekunde po zrobieniu zdjecia, pobieglam w prawa strone krzyczac entuzjastycznie"Manet!".

Miedzy innymi mozna bylo podziwiac cala kolekcje obrazow Rembranta i Velazqueza...

Glowna atracja w galerii Rembranta. Oszykuje Was, to nie jest zdjecie oryginalu. Oryginal byl:
a) strzezony przez wielkiego goryla
b) otoczony przez roj turystow


Hol glowny.
Jedna z sal z eksponatami greckimi

i sredniowiecznymi

Zauwazcie rysujaca osobe pod kazdym posagiem.

Tutaj macie zdjecie odtworzonego dworu (a nie domu) z epoki klacysystycznej, do ktorego mozna bylo wejsc...


i przechodzic z pomieszczenia do pomieszczenia, a bylo ich chyba z 30.

Krzywe, rozmazane, ale sie przynajmniej bardzo staralysmy. Kobiecy pociag do luster ^^

Podobnie, przeniesli tutaj cala swiatynie egipska.

W swiatyni.

W czasie lunchu. W muzeum mozna kupic obiad na zasadzie szweckieo stolu. Wchodzisz do stolowki, bierzesz talerzyk, ladujesz na niego, co dusza zapragnie, a potem za to placisz przy kasie. Zaskoczylo mnie jak baaaaardzo jedzienie jest tanie. Za normalnej wielkosci obiad, skladajacy sie z kotleta, ryzu i fasolki, zaplacilam $2.44. Az nie moglam uwierzyc.

Wielka sala, ktora miala imitowac ogrody Luwru.

Niektore pomieszczenia byly po prostu cale wypelnione szklanymi gablotami, ktore z kolei byly pelne eksponatami, liczacymi sobie nawet pare tysiecy lat.

No, a tutaj z Briana postanowilysmy zanizyc poziom kulturalny muzem :P

Co ciekawszy eksponat. Biblia zawierajaca tylko obrazki (taka pau perum).

Laleczka. Bawila sie nia dziewczynka w Peru, gdzies tak 500 lat temu :)

money


Ciekawe jest to, ze znakomita wiekszosc ludzi pracujacych w tym muzeum to obcokrajowcy. Wszytscy ci, ktorych sie pytalysmy o droge (a zdazalo mi sie to czesto, bo nie wiem jak to robie, ale zawsze ide w dokladnie przeciwnym kierunku do zamiezonego) mieli zagraniczne akcenty. Na 20 "sprawdzonych" przez mnie pracownikow, tylko jedna osoba byla Amerykanka.

Macie tutaj malenka namiastke Metropolitan Museum. Musicie sami tutaj przyjechac i sie przekonac. Mialam ambicje chociaz spojrzec na wszytsko. Nie udalo mi sie, zmeczylam siebie i dodatkowo jeszcze Briane. Ale warto bylo.

poniedziałek, 16 listopada 2009

Jedzenie

Wszystkim tym, ktorzy zacierali raczki z uciechy, ze tym razem to oni beda mieli wolne, a ja bede w szkole, mowie, ze 11. listopada to tutaj Dzien Weteranow I wojny swiatowej. Czyli wolne.^^ Z tej okazji, w tym dniu robilam z dziewczynami ciasteczka na kiermasz dobroczynny + szarlotke dla naszej wlasnej, niedobroczynnej radosci. Ja akurat musialam wyjsc, kiedy skonczylysmy robic jablecznik i wstawilismy go do pieca, co troche podlamalo moje serce, ale nastepnego dnia na governmencie na mojej lawce lezalo pudelko podpisane "For Joanna" i po 5 sekundach Nick odwrocil sie w moja strone, aby zobaczyc, kto tak mleszcze ^^. No, ale przede wszytskim chcialam napisac o kolejnych roznicach, tymczasem na polu kulinarnym

Roznica NO 4

Ludzie zazwyczaj robia ciasteczka i smakolyki z proszku. W supermarketach sa cale polki ze sproszowanymi przysmakami. Dodaje sie tylko wode, jajko oraz czasami make i formuje. Informacja dodatkowo potwierdzona przez moje obserwacje w domu - ciasteczka sa kupowane w formie sproszkowanej w pudelko, tak ze dzieci zawsze poradza sobie w robieniu deseru dla samych siebie.

Roznica NO 5

Jedzenie zazwyczaj nie jest swieze, tylko z zamrazalnika. Katherine mi powiedziala, ze w USA ludzie zazwyczaj kupuja chleb i pakuja go do zamrazalki, a jedza dopiero po paru dniach, jak nie tygodniach. I ten chleb na prawde dobrze smakuje nawet po tygodniu w zamrazalce. Podobnie z warzywami - moja host mum kupuje zamrozony groszek/ kukurydze/ marchewske i potem odgrzewa je w mikrofalowce.

Roznica NO 6

Chleb mozna zgniesc do rozmiaru bulki. W sklepie da sie znalezc pieczywo "organiczne", czyli z upraw ekologicznych i pelnego ziarna. Ale ja mam nawet lepiej -moja host mama sama robi chleb. W kuchni stoi specjalna maszyna, do ktorej wrzucasz wszytskie skladniki, a po 3 godzinach wyciagasz swiezutki bochenek.

Roznica NO 7

Mieso smakuje inaczej. Kurczak jest mniej kurczakowaty niz ten w Polsce - ma o wiele mniej intensywny smak. Wybitnie nie lubie tutejszej szynki - prawie nie przypomina smakiem tej, ktora namietnie jem w Polsce. Cos, jakby skladala sie ze zmiksowanego miesa. Czuc, ze zwierzeta sa karmione maczka rybna i innymi swinstwami. Nic wiec dziwnego, ze czesto, po tym jak ludzie odkryja, ze jestem z Polski, mowia "aaaaaaa, kielbasy!". ;D Jest to tutaj najbardziej popularny polski produkt spozywczy.

Roznica NO 8

Produkty w sklepach sa podzielone na te "organiczne" i cala reszte. Organiczny, jak juz wspomnialam w opisie chleba, oznacza, ze produkt jest z ekologicznej uprawy i nie dodawano do niego sztucznych konserwantow. Efekt? produkt jest o niebo smaczniejszy i drozszy.

Roznica NO 9

A, dodam jeszcze do tego, ze pizza jest inna. Moj pan od angielskiego wyzalal sie kiedys na lekcji, ze europejska pizza jest strasznie sucha i "daja jedna malutka garstke sera i pol pomidorka". Fakt, z tutejszej pizzy skapuje tluszcz. Doslownie - SKAPUJE. W calosci jest pokryta serem i sosem. Ja jestem pelna po jednym kawalku. Dlatego wlasnie w kazdej pizzerii sprzedaja pizze na kawalki - a raczej kawaly. Osobiscie mam slabosc do odmiany amerykanskiej.Nie udalo sie Amandzie uchwycic calego kawalka, bo zanim wlaczyla aparat, to zjadlam znakomita czesc. :D

Na koniec odpowiem na Wasze ulubione pytanie. Tak, przytylam, ale tylko 1 kilogram ;P Mam szczescie, bo moj dom jest wspanialy i pelen jedzenia - tego niezdrowego i zdrowego. W spizarni mam karton czipsow, zelkow, ogromniaste sloiki nutelli, ale tez warzywa, owoce oraz owsianke. Codziennie mam pyszny ugotowany obiad (nooo... czasami jest to pizza zamowiona w pospiechu, ale nie tak czesto). To co jem zalezy tylko ode mnie - mozecie ocenic moja wstrzemiezliwosc po tym 1 kilogramie. :)

wtorek, 10 listopada 2009

Latarnia

Roznica NO 2
Wszytskie trasy wycieczkowe sa oznakowane tabliczkami, z ktorych mozesz sie dowiedziec o historii tego miejsca, zwierzetach zyjacych w danym parku krajobrazowym itp. Nie ma mozliwosci, zeby byla jakas nieoznakowana sciezka w parku krajobrazowym.

A moglam sie o tym przekonac, bo w ten weekend 2 razy odwiedzilam ocean.

Zeby dojechac nad ocean (a nie zatoke) trzeba przejechac przez 4-kilometrowy most. Jest ich tutaj chyba z 10 i sa rownolegle. W sobote wieczorem pojechalismy na koncert szant w latarni morskiej. Pomimo, ze nie bylo go widac, to nadal slyszalo sie szum fal i wiala bryza. W latarni zobaczylismy tez akwaria z krabami, rybkami, rozgwiazdami i konikami morskimi (akurat samiec byl w ciazy).
Jesli chodzi o samo spiewanie, to przypominalo to bardziej spotkanie przyjaciol. Artysci smiali sie, zachecali, zeby spiewac z nimi i opowiadali dowcipy. Wstep byl oczywiscie za darmo. O, no wlasnie...
Roznica NO 3

Co chwile mozna uczestniczyc w jakis darmowych pokazach i jest to tutaj bardzo powszechne. W najblizszym czasie moge jeszcze przyjsc na oprowadzanie po wydmach z wykladem o roslinnosci lub ogladanie gwiazd z wykladem astronomi. Ludzie robia to zupelnie za darmo, dla wlasnej satysfakcji. oglaszaja sie najczesciej w gazetach albo zostawiaja ulotki w supermarketach i innych publicznych miejscach.
Po wystepach i rozmowie z muzykami o tym, ze wiekszosc szant ma identyczna muzyke do tych polskich (roznia sie tylko slowami) uparlam sie, zeby na chwile pojsc na plaze. Kompletnie nic nie widzialam ale i tak mialam radoche.^^
No to, tak wlasnie wygladal ocean ;p
W niedziele pojechalismy zwiedzac latarnie. Trzeba bylo w niej wejsc po 170 schodach, a potem w nagrode dostawalo sie certyfikat. Nie dziwie sie, ze latarnicy tak rzadko wychodzili ze swojego miejsca pracy (informacja potwierdzona nowela Sienkiewicza "Latarnik"). W pewnym momencie doszlam do drabinki i wezbrala we mnie duma, ze tak szybko pokonalam owe 170 schodow. Wtedy moje oczy napotkaly tabliczke: "Gratulacje! Jestes w polowie drogi!".
To taki sposob zwiedzania parku krajobrazowego wymyslony przez Matthew.
Bilet na wieze.
We wnetrzu latarni bylo muzeum nawiazujacym do jej historii
Na parking wracalismy plaza. Akurat rozpoczal sie odplyw i na brzegu lezalo mnostwo meduz, ktore Matthew bohatersko ratowal.

środa, 4 listopada 2009

Roznice

Postanowilam w ciagu kilku nastepnych miesiecy opisac 100 roznic pomiedzy USA i Polska. Oczywiscie, nie bede wspominac polozenia geograficznego, dolarow, podzialu administracyjnego i tego, ze ich prezydent nie ma metra wzrostu i jest czarny. Bede to malutkie roznice, ktore czynia codzienne zycie amerykanskie innym niz to w Polsce. Takie, ktore mozna zauwazyc tylko wtedy, gdy jest tu sie na miejscu.

Roznica NO 1

Zaczne od mojego ulubionego tematu, czyli slodyczy ^^ Moglam doglebnie zbadac ta sprawe, bo podczas Halloween dostalam caly wor slodyczy. Spostrzezenia? Amerykanskie slodycze sa o wiele slodsze niz te europejskie! Ja, ktora potrafie zjesc czekolade Milka jak batonika, bez popicia woda i jeszcze sie po tym oblizac, zaniemoglam po 3 cukierkach. Zrobilo mi sie po prostu nie dobrze. Nawet czarna czekolada ma w sobie niewiarygodna ilosc cukru. Gumy do zucia sa bardzo twarde i slodkie. To cud, ze ludzie tutaj maja takie ladne zeby.

Na szczescie "Snikers is the same in every country", tak wiec skrzetnie wybralam te slodycze z mojego wora i reszte oddalam mojemu mlodszemu host rodzenstwu, ktore z zapalem wszytsko zjadlo w przeciagu 2 dni. :)

Spontaniczny sposob jedzenia bitej smietany. Matthew jakies 3 tygodnie temu.

Slodycze sa zazwyczaj pakowane w minipaczuszki, ktore hurtowo kupuje sie w calych kartonach. Porcje sa malutkie, ale to wywoluje efekt odwrotny do zamierzonego. Ja, na przyklad, jestem wielka fanka tutejszych zelek. ^^ W paczce jest okolo 10 tych smakolykow, wiec wchlaniam ja za pierwszym otworzeniem buzi, a moj pobudzony glukoza organizm krzyczy o wiecej. No, to biore nastepna. Zazwyczaj koncze na 5. Bardzo popularne sa tez minisnikersy, minimilky way'e, miniskietelsy. Oczywiscie mozna tez kupowac slodycze w normalnych rozmiarach. Maja tutaj o wiele wiecej rodzajow niz my. Oprocz snikersow i innych produktow tej firmy, znalam jeszcze tylko rafaello (co mnie bardzo cieszy) i ferrero rocher.

Efekt? Po miesiacu przytylam 2 kilogramy. ^^ W dniu wazenia, po przerazajacym odkryciu, postanowilam mniej jesc. Z tego tytulu chodzilam glodna caly dzien (moj metabolizm juz sie przestawil), a moj rozwscieczony organizm krzyczal o kalorie, powodujac zly humor. I, z tego powodu, mam teorie do podzielenia sie za swiatem. :D Wiecie czemu w sredniowieczu bylo tyle wojen? Ludzie byli wkurzeni, bo nie mieli czekolady.